Ile rozkoszy uniosła ta łódka?

Ośrodek wczasowy. Restauracja, kawiarnia, dyskoteka. Stoimy. Oko w oko z przeszłością. Dookoła bieszczadzka cisza. Milczenie. Otchłań.

Podnoszę wzrok. Sześć metrów wyżej wznosi się on. Niewielki, a jednak majestatyczny. Jeden z domków należących do ośrodka. Od razu zwraca moją uwagę. Muszę przyjrzeć mu się bliżej. Podchodzę. Sanocka Fabryka Autobusów, numer 53 – podaje tabliczka nad drzwiami. Stan: dobry. Kiedyś. Kiedy? Nie wiem. 3, 5, może 10 lat temu. Obecny najemca: Matka Natura.

Pytam siebie: ile? Ile miłości, ile czułych spojrzeń, ile beztroskich momentów musiała pomieścić niegdyś ta chatka?

Numer 53 ma całkiem niezłe towarzystwo. Trójka – turkusowy domek – z daleka wygląda jak nowy. Dopiero po podejściu bliżej zauważam zmarszczki i odbarwienia. Z kolei obok, w innym domku, została jeszcze firanka, do połowy odsunięta.
Pytam: ile? Ile sekretów skrywają ich wnętrza? Ile intrygujących zdarzeń rozegrało się za ich oknami? Ile znajomości miało tutaj swój początek?

Po przeciwnej stronie drogi biało-czarny ptak długo ląduje na lekko zamarzniętym jeziorze. Trzask. Zamykam drzwi i wracam na pętlę bieszczadzką. Kilka kilometrów dalej trafiam na kolejny ośrodek wczasowy. Tym razem schodzę w dół. Lubię odwiedzać przeszłość. Tutaj też się powoli rozgaszcza.

W publicznej toalecie trafiam na coś na kształt prysznica, do którego prowadzi ciemno-brązowa bramka. Są też trzy kabiny WC. Boję się zaglądać. Za to w zabrudzone lustra spoglądam długo.
I pytam: ile? Ile uśmiechów, ile ciekawych twarzy, ile różnych emocji pamiętają?

Zmierzam schodami na brzeg jeziora. Kilku stopni brakuje. W ich miejscu już tylko ziemia. W tych, które pozostały – większe i mniejsze wyżłobienia. Schodzę powoli.
I pytam: ile? Ile nóżek, zbiegających w podskokach udźwignęły? Ile romantycznych spacerów przeżyły? Ile ważnych zwierzeń usłyszały?

Jestem na brzegu. Zamykam oczy i biorę głęboki wdech. Uśmiecham się. Otwieram oczy i wracam na górę. I nagle stop. Stoję i wpatruję się w jeden punkt: Rozkosze. Blado-niebieski napis z daleka rzuca się w oczy. Łódka. Zaparkowana wyżej, oparta o drzewo, lekko zardzewiała. Na brzegach brązowo-czarne liście, na oknie kajuty biały puch. Rozkosze – i znowu ten napis. W myślach mnóstwo scenariuszy.

Pytam więc: ile? Ile rozkoszy pomieściła ta łódka?
Przechodzę przez szlaban. Tabliczka wstęp wzbroniony została w tyle.