Góry – pokora, cierpliwość, wytrwałość

Pierwszy krok, drugi i jeszcze raz pierwszy i drugi. Dziś zrobię ich pięćdziesiąt pięć tysięcy. Każdy w myślach zacznę stwierdzeniem “jeszcze jeden”. Im wyżej, tym trudniej będzie je stawiać. Im wyżej, tym bardziej satysfakcjonujące będą. Przez większość czasu będę patrzeć na stopy. Trzeba stawiać je w odpowiednim miejscu. Czasem ułożę je nie tak jak trzeba. Nie skupię się wystarczająco. Osunie się śnieg. Polecę w dół.

I zacznę jeszcze raz iść w górę. I tak pięćdziesiąt tysięcy razy. Ucząc się pokory. Cierpliwości. Wytrwałości. Z nadzieją, że tym razem się uda. Z uśmiechem, bo mogę próbować, bo daje mi to niewiarygodną radość.

Pokora

Nie łatwo o nią. Codziennie słucham tylu zdań: ‘Siedzę tu już 15 miesięcy, a nadal mam tylko 3 tysiące, to jakiś żart’, ‘W sklepie 10 minut stałam w kolejce, bo laska tak wolno kasowała’, ‘Ja to mam zajebistą robotę, luźno, nie trzeba się zbytnio męczyć, a super płacą’, ‘Po co mam to robić skoro inni mogą zrobić to za mnie’ i tak dalej. Tak zwane pokolenie Y. Moje pokolenie. Wrodzony brak pokory, roszczeniowość i oczekiwania.

Według badań chętnie się uczą. Lubią się buntować. Uważają siebie za idealnych. Pragną niezależności, ale równocześnie nie lubią czuć się samotni. Indywidualiści, wychowani w duchu “chcieć to móc”. Wielozadaniowcy. Czasem mam wrażenie, że to egoistyczne pokolenie, któremu tak trudno przyznawać się do błędów. Trudno brać odpowiedzialność. Łatwo szukać wad u innych.

Dlatego kiedy ludzie pytają ‘czemu te góry?’ odpowiadam, bo uczą pokory. Tego, że jak spieprzysz, to, to twoja wina i musisz wziąć za to odpowiedzialność. Uczą, że musisz czasem odpuścić. Chodź cholernie nie chcesz. Uczą podejmowania świadomych decyzji.

Cierpliwość

Jestem na kursie wspinaczki. Nasz instruktor, to starszy facet z dłuższymi włosami, związanymi w kucyk. Małomówny, ale pozytywny. Podchodzimy pod szczyt. Zostało 30 minut. Jedna z osób w zespole mówi, że nie da rady. Chce zejść. Myślę sobie ‘najgorzej, będziemy musieli wszyscy odpuścić i zejść, a przecież kurde już prawie jesteśmy. Jaaaa nie znoszę tego’. Na co instruktor mówi ‘chodź, zejdę z Tobą na dół, a reszta niech tu czeka 30 minut’. I wtedy łapię się w myślach na swoim egoizmie, włączam podziw do tego człowieka. Jaką musi mieć cierpliwość do ludzi, żeby sprowadzić kogoś z zespołu bez przymusu na bezpieczny poziom i wejść dla całej reszty jeszcze raz. Droga w dół, w górę razy dwa. It’s not easy.

W górach ciągle czekasz, ale uczysz się mieć do tego zdrowy dystans. Czekasz aż będzie ładniejsza pogoda, aż przestanie piździć wiatrem, aż z lawinowej czwórki, zmienią na trójkę, aż zejdzie 10 osób, żebyś mógł wejść na szczyt, aż ktoś dojdzie do punktu, żeby założyć stanowisko byś mógł iść wyżej. Na każdym kroku uczysz się cierpliwości. Nie tylko do ludzi, ale przede wszystkim do siebie i świata wokół.

Wytrwałość

Takie mam wrażenie, że łatwo w dzisiejszych czasach odpuszczać. Po co się trudzić, skoro z łatwością jedną rzecz zastępujemy drugą. Jedną pracę, kolejną. Znajomych, innymi znajomymi. Miłość, inną miłością.

Czasem kiedy jestem w górach i robię po trzydzieści kilometrów dziennie też mam ochotę odpuścić. Tylko jeśli odpuścisz w połowie drogi, to i tak musisz gdzieś wrócić. I tak czeka Cię droga, którą musisz pokonać. Chodź nie masz siły, wody, masz za mało jedzenia i do tego jest cholernie zimno. I tak musisz się z tym zmierzyć. W sumie, nie musisz. Możesz też usiąść i czekać aż ktoś zniesie Cię do schroniska, ale to się nie zdarza. Ludzie często nie rozumieją wysiłku. Tego dlaczego próbujesz sto razy, ale i tak Ci nie wychodzi. Po co to nadal robisz? Kiedy próbujesz zdobyć pięć razy górę, która nie pozwala Ci wejść. Bo pogoda. Bo złe przygotowanie. Bo ludzie. Bo zawsze znajdzie się coś co Ci przeszkodzi. To za szóstym razem się uda, ale to Ty musisz w to wierzyć i w tym wytrwać. I tego znów uczą mnie góry – wytrwałości. Dlatego tak bardzo je lubię.

Na koniec mam trzy filmy do polecenia. Oskarowy ‘Free Solo’. Opowiadający historię Alexa Honnold, który podjął próbę wspinaczki na wysokość 2300 m po niemal pionowej skale El Capitan, bez zabezpieczeń. Wciskający w fotel przez każdą sekundę.

Drugi: ‘Dawn Wall’, pokazujący walkę na El Capitan dwóch wspinaczy. Tu przerażająca wytrwałość łączy się z wielką pokorą. Film pokazuje próbę zdobycia Dawn Wall. W trakcie wspinaczki Kevin, jeden z bohaterów zostaje z tyłu. Nie potrafi pokonać jednego z trawersów. Inicjator wyprawy Tommy, który jest kilkanaście punktów nad Kevinem musi podjąć decyzję, czy iść samemu w górę, czy czekać, ryzykując, że ostatecznie żaden z nich nie zdobędzie szczytu.

Trzeci: ‘Czekając na Joe’, dla mnie najmocniejszy. To historia wielkiej walki o życie. Dwóch alpinistów wyrusza w drogę by zdobyć Siula Grande szlakiem, którego nie pokonał wcześniej nikt inny. Próba udana. Szczyt zdobyty. Jednak szczyty w górach to nie wszystko. W czasie zejścia Joe Simpson łamie nogę. Oboje z Simonem wiedzą, że jeśli będą schodzić razem, najprawdopodobniej umrą. Simon decyduje się jednak opuszczać Joe na linie. Podczas jednego ze zjazdów Joe spadł z urwiska. Simon nie wie co robić. Joe wisi kilkanaście metrów nad ziemią, nie mogąc nic zrobić. Simon decyduje się na odcięcie liny i zostawienie swojego przyjaciela na śmierć. Co wydarzyło się dalej, dowiecie się z filmu.

Jeśli macie chwile, oglądnijcie, warto.

Tak na sam koniec, ostatnia lekcja jaką mi dają góry – mądrzy ludzie nie mówią wiele, oni robią wiele.