Więcej słyszeć. Więcej zauważać. O odnajdywaniu więzi z naturą słów kilka

Niektórzy mówią, że jest „głosem lasu”. Jej miejsce jest w lesie, tam czuje się najlepiej. Na co dzień daje ludziom ślad natury, okazję do zrozumienia i realizowania swoich potrzeb z jej pomocą. Od nich samych zależy, co z tym dalej zrobią.

Stoimy w małej grupie, przy jednym z wejść do Lasu Tynieckiego. Kładzie przed nami gałąź. Mówi, że to symboliczna brama. Brama do jej świata, w którym za moment się zanurzymy. Świata, który zobaczymy z innej perspektywy niż zwykle. Świata, w którym uruchomimy nasze zmysły, zapominając o tym, żeby sprawdzić godzinę, skontrolować trasę, czy zaktualizować status na Facebooku.

Wybierzcie sobie jedno drzewo i stańcie przy nim. Możecie się oprzeć, zamknąć oczy. Przez kilka najbliższych minut wsłuchajcie się w otoczenie. Spróbujcie wyłapać dziesięć różnych dźwięków.

Słyszę trzy różne ptaki, szum wiatru i delikatny odgłos śniegu spadającego na ściółkę. Są też odgłosy ludzi. Słychać psa, przemieszczanie się rowerzysty, odgłos kijków do nordic walkingu i śmiech. Ale odgłosy ludzkie w tym momencie nie są istotne. Stanowią tło. Na przód zdecydowanie wybijają się odgłosy lasu.

Rozmawiam z Dorotą – leśnikiem, przewodnikiem, praktykiem kąpieli leśnych.

W leśnej kąpieli aktywujemy nasze zmysły po to, żeby wejść głębiej w odczuwanie. Na przykład wybieramy sobie jakieś drzewo, pod którym możemy sobie usiąść i słuchać głosów ptaków. Jak wiatr zaszeleści liśćmi, to super. Jak jeszcze jest gdzieś woda, to już genialnie. Według badań, te trzy dźwięki – szum wody, śpiew ptaków i odgłosy wiatru – najmocniej oddziałują na nasz zmysł słuchu i najlepiej nas regenerują. Dzięki takim dźwiękom szybciej pozbywamy się napięcia, schodzi z nas stres i łatwiej nam skoncentrować się na chwili, która trwa.

Do tego dochodzi dotyk. Każdego dnia coś dotykamy, tylko, że nie za bardzo zwracamy na to uwagę. Po prostu robimy coś i tyle. Natomiast w lesie fajnie jest dotknąć tego drzewa, mchu, kamienia. Zobaczyć, czym one się różnią, pobudzić nasz zmysł dotyku

Teraz zmysł wzroku. Potrzebujemy odcięcia od tego niebieskiego światła, które oddziałuje na nas kiedy patrzymy w monitor. Dobrze jest dać oczom odpocząć i napatrzeć się na zielony kolor, a nawet przyjrzeć się odcieniom fioletu, które działają na nas kojąco.

Ludzie generalnie są wrażliwi na kolory i na struktury. A w przyrodzie są tak zwane fraktale, czyli takie elementy, przy których nasz wzrok odpoczywa, bo są to proste i niemęczące wzory. W mieście mamy więcej linii prostych, kątów, wszystko jest dość sztucznie ułożone. I to jest ta różnica.

I jeszcze zapachy. Nasz nos to taka autostrada prosto do mózgu. Mówimy “ale to ładnie pachnie” i ten ładny zapach powoduje to, że dobrze się czujemy. Chcemy na przykład wąchać tę czekoladę albo jakieś olejki i to też na nas wpływa relaksująco. Co więcej, drzewa wytwarzają lotne substancje zwane fitocyndami, które wpływają korzystnie na naszą odporność. Więc takie oddychanie lasem i ćwiczenia oddechowe jeszcze bardziej pogłębiają naszą kąpiel leśną i takie bycie w lesie.

M: Czyli każdy w lesie coś dla siebie znajdzie, tylko kwestia “jak” i żeby dobrze szukać.

D: Każdy z nas ma tę więź z naturą, tylko w różnym stopniu jest widoczna. Nie tracimy tej więzi. To nie jest tak, że musimy ją budować, tylko bardziej odnaleźć w sobie. Przewodnik i techniki stosowane w kąpielach leśnych pomagają w tym. Tak naprawdę każdy może sobie sam zrobić taką kąpiel leśną, właśnie poprzez proste ćwiczenia. Natomiast ja wiem, że nie każdy czuje się komfortowo, żeby sam takie aktywności wykonywać i nie każdy wie, jak w pełni skorzystać z leśnego dobrostanu. 

M: A jak przekonać sceptyków? Jak wyjaśnić im różnicę pomiędzy zwykłym spacerem, a kąpielą leśną?

D: Weźmy taki zwykły spacer. Mamy jakiś cel, określony czas, idziemy z psem, rozmawiamy w trakcie drogi. Coś nas szczególnie zainteresuje, ale wracamy, bo “za chwilę musimy coś załatwić”. Natomiast kąpiel leśna jest spacerem, gdzie tego celu tak do końca nie ma. Idziemy do lasu i zwalniamy tempo. Nie patrzymy na zegarek, najlepiej jak włączymy tryb samolotowy w telefonie. Ważne jest przede wszystkim, aby być uważnym, aby obserwować, co się wokół nas dzieje, zwracać uwagę na światło, na kolory, na struktury. Na detale, które nas otaczają. Spiesząc się, podczas zwykłego spaceru, nie zauważamy tego.

Pojęcie kąpieli leśnej coraz częściej pojawia się w Europie. Coraz więcej jest w tej dziedzinie działań i badań. To się czasami spotyka z takim odbiorem ludzi “o, ja chodzę do lasu, to ja nie wiedziałem, że się to tak nazywa”, “w sumie to ja to od kilku lat praktykuję”, “znowu jakieś wymysły, jakie coache, wpływanie na kogoś itp.”. No i super, że ludzie chodzą do lasu. Fajnie. Są świadomi i korzystają z niego na tyle, na ile są w stanie – nawet jeśli to zwykły spacer, a nie kąpiel leśna. Ale są osoby, które w tym lesie nie były od bardzo dawna. Albo dzieci, które przychodzą do mnie na zajęcia, mają po 8 czy 9 lat i pierwszy raz są w lesie. Wiadomo, leśne kąpiele nie są dla wszystkich. To muszą być osoby, które chcą czegoś doświadczyć. Osoby, które czują ten las, ale na przykład nie próbowały czegoś takiego. Chodzą na spacery, ale nie do końca są w stanie odpocząć, nachodzą ich różne myśli, nie są w stanie skupić się “na tu i teraz”.

M: No właśnie. Po ostatniej kąpieli leśnej byłam zaskoczona, że udało mi się tak skutecznie zapomnieć o codziennych obowiązkach, czy trudnościach. Owszem, dwa razy pojawiła się myśl “co ja muszę zrobić po powrocie”, ale ona bardzo szybko zniknęła. Tak jakby spotkała się z murem, z blokadą.

D: Szokujące są czasami reakcje ludzi, kiedy wychodzą po takim spacerze. Ludzi, którzy nie zdawali sobie sprawy, że to tak wygląda. To są pozytywne emocje. I to szczęście! Dużo ludzi wychodzi szczęśliwszymi z tych zajęć. Ja u siebie zauważam, że coraz więcej widzę, więcej ten las mi pokazuje, coraz więcej go doświadczam. Obserwuję, że częstotliwość wykonywania danego ćwiczenia wpływa na wzmocnienie zmysłu i łatwiej też jest wtedy w takich sytuacjach stresowych, w których nie ma dostępu do lasu. Łatwiej jest wrócić do danego miejsca i poniekąd zautomatyzować reakcję rozluźniającą, czy przywołać sobie jakiś dźwięk/sytuację. Mnie na przykład las ciągle zadziwia. Nawet jeśli jestem w tym samym miejscu kilka razy w tygodniu. Jak idę z grupą, to też daje im taką przestrzeń, żeby oni ten las odkryli na ich własny sposób, a niekoniecznie, żebym tylko ja im pokazywała to, co dla mnie jest w tym momencie ważne. To też pogłębia spojrzenie. Wymiana opinii czy dzielenie się wrażeniami jest też w tym wszystkim fajne i bardzo potrzebne.

M: Mamy czasami problem z mówieniem o takich prostych, podstawowych uczuciach; co czujemy w pracy, czy poza pracą. A będąc w lesie, wykonując określone ćwiczenia, pobudzając zmysły i dzieląc się wrażeniami z grupą mówi się o najprostszych rzeczach, ale mam wrażenie, że to ułatwia mówienie o tych trudniejszych.

D: Na pewno to ma wpływ. Przyroda bardzo uwalnia.

Moja rada: jeśli masz kryzys, to idź do lasu na trzy godziny, wróć i zacznij myśleć od nowa. Sprawdziłam. Działa.

M: Co tak naprawdę daje nam kontakt z naturą, krótko i długoterminowo?

D: Lepiej się czujemy, wyrównuje się nasze ciśnienie, wzmacnia się nasza odporność. Dużo jest takich fizjologicznych rzeczy. Z takich zauważalnych korzyści, po trzech godzinach, to na pewno spada poziom kortyzolu. Jesteśmy bardziej odstresowani. Przy okazji nasz metabolizm funkcjonuje lepiej, nasz umysł się “resetuje”, łatwiej nam się skoncentrować na różnych rzeczach. Mimo tego, że w naturze mamy tych elementów sporo i wchodzimy między drzewa, wsłuchujemy się, to nasz umysł się nie męczy. 2-3 godziny w lesie powodują także, że lepiej śpimy.

Generalnie, każdy z nas odczuwa po sobie inaczej ten wpływ lasu. Jeden czuje, że lepiej mu się patrzy, że jego wzrok odpoczął, a ktoś inny czuje się taki bardziej spokojny, a ktoś inny, że jego odporność jest wzmocniona. Można powiedzieć, że każdy z nas koncentruje się na jakimś niewielkim kawałku tego, co ten las nam daje. Zwykle nie zauważamy tych innych obszarów, gdzie natura na nas wpływa. To już się dzieje długoterminowo, co potwierdzają badania. Na przykład doktor Qing Li w 2008 roku zabrał do lasu grupę biznesmenów, w średnim wieku. Przez trzy dni chodzili po lesie po trzy godziny. Po zakończeniu tego doświadczenia, doktor pobrał ich krew i badanie wykazało, że poziom komórek NK, czyli tzw. natural killers (naturalni zabójcy), wzrósł o 40%. I to utrzymywało się przez 7 dni po zakończonym badaniu. A po miesiącu ten poziom wciąż był o 15% wyższy niż przed rozpoczęciem doświadczenia.

Jeszcze wspomnę o jednej ciekawostce odnośnie do gleby. Zawarta w glebie Mycobacterium vaccae powoduje, że nasz mózg produkuje więcej serotoniny, czyli jesteśmy bardziej szczęśliwi. Dzięki temu, że weźmiemy sobie trochę tej ziemi, powąchamy, czy pójdziemy na grzyby, czy na jagody, to czujemy takie szczęście. Jeszcze jest coś takiego jak geosmina. Kojarzysz taki zapach, jaki jest po deszczu? Nasz nos jest bardzo na niego wyczulony. Właśnie ta geosmina też jest w glebie, wytwarzają ją żyjące tam organizmy, głównie bakterie Streptomyces, które są kluczowym składnikiem wielu antybiotyków. I to wszystko w glebie. Także… jest moc. 🙂

M: Skąd się wziął u Ciebie właśnie taki pomysł na życie?

D: Zauważyłam, że im bardziej rozumiemy, w jaki sposób przyroda na nas działa i jak odbudowywać tę relację z nią, to inaczej zwracamy uwagę na to, że tu jest śmieć/tego się nie niszczy/tu trzeba uważać/ten owad wcale nie zrobi mi krzywdy itd. To, co robię, robię dla przyrody, dla ludzi i po to, żebyśmy żyli w TAKIM ŚWIECIE, wzajemnej relacji

M: Niektórzy mówią, że jesteś “głosem lasu”. Czyli kim właściwie?

D: To dla mnie utożsamianie się z tym lasem. Jak wchodzę do lasu, czuję z nim tę więź, kontakt. Im jestem tam częściej, tym ten las otwiera się dla mnie szerzej. Więcej informacji słyszę, więcej do mnie dociera i więcej zauważam. Spotykając się z grupą mówię do niej właśnie tym “głosem lasu”. Tym akurat, który do mnie i przychodzi i który oni rozumieją. To jest dla mnie istotne. Aby dostosować to do odbiorców.