Mały przyjaciel

4000 związków chemicznych, 40 substancji rakotwórczych – mały przyjaciel ludzi z przypadłością “na coś muszę umrzeć”. 

Ci z liczbą punktów w teście Fagerstroma poniżej siedmiu, czyli palący dla mózgu, nie dla ciała. Ich organizm nie potrzebuje aż tak bardzo nikotyny, potrzebuje doświadczeń. Palą z przyzwyczajenia do miejsc, do momentów, określonych sytuacji, które wyzwalają w nich “chęć” zapalenia. 

“Na papierosie wszystkiego się dowiem o tym co się dzieje. Tu z kimś pogadam, wiesz jak to jest, ale no poza pracą nie palę. Nie potrzebuję, bo po co?”

“No w sumie to dziwne. Nie chcę palić, ale ktoś pyta “idziesz zapalić?” i idę. Odruchowo. Zapalam tego papierosa i już mam wyrzuty sumienia, ale szkoda mi nie dopalać. Staram się rzucić. Czasem mi głupio, co powiem, że jednak nie palę? No to po co zapaliłam?”

“Próbowałam już wszystkiego i nic na mnie nie działa. Mam takie super plastry, ale nie pamiętam teraz jak się nazywają, po nich raz rzuciłam i nie paliłam, naprawdę nie paliłam kilka miesięcy. Chcę rzucić…. nie mogę, nie mogę ciągle coś mi w życiu nie wychodzi. Jest beznadziejnie. Muszę poprosić Oskara, żeby znowu zamówił mi te plastry”.

“Nawet nie wiesz jak ze sobą walczę. Nie wyobrażasz sobie. Najgorsze jest przebywanie w miejscach, w których dawniej paliłam. O na przystanku, jak czekam na tramwaj dłużej. Wtedy moja głowa mówi mi “Magda, zapal sobie jednego” i walczę z sobą i mówię sobie “Nie, Magda a właśnie, że k***** nie zapalisz”. I trzyma mnie tylko to, że nie palę już 11 miesięcy. Tak to odrazu bym zapaliła. Nie chcę tego zmarnować, to jest najgorsze”.

I Ci, z liczbą punktów w teście Fagerstroma powyżej siedmiu, czyli palący dla ciała. Odczuwający brak papierosa. Ci wstający rano, rozpoczynający dzień od papieroska i tak go kończący. 

“Poranny papieros na balkonie to jest to. Lepiej się po nim oddycha. Paczkę dziennie palę.”

“Przestań… na coś trzeba umrzeć. Rzucę jak będę mieć dziecko. Wtedy mógłbym rzucić. Nie chcę kopcić przy nim, ale tak to, to lubię. Brakowałoby mi tego.”

“Wiele razy, jak większość palaczy rzucałam palenie na miesiąc, dwa, trzy. Najdłużej udało mi się 3 lata. Potrafię nie palić w weekend, a potem wracam do palenia i jest mi z tym ciągle źle. Dużo się dzieje w moim życiu zawodowym i to jest dla mnie najgorsze. Nie umiem sobie z tym poradzić, potrzebuję zapalić, to mnie uspokaja. Na chwilę, a potem znów jest źle.”

I tak Ci poniżej i powyżej siedmiu próbują każdego dnia. Próbują rzucić. Najgorsze, że ich umysł nauczył się kojarzyć papierosy z określonym miejscem, ludźmi, porą dnia, doświadczeniem. To właśnie te utarte, ukryte w głowie skojarzenia sprawiają, że oni wracają, tam gdzie nie powinni. Nawet Ci niepalący miesiące, lata, pięć, a nawet i dziesięć. Pamięć doświadczenia chwilowej ulgi i skojarzenia związane z paleniem utrzymują się u nich niemal na zawsze, dlatego papierosy to walka, która od pierwszego rzuconego papierosa trwa już do końca życia.

Źródła:

Eric R. Kandel, Zaburzony umysł. Co nietypowe mózgi mówią o nas samych, Kraków 2020